Filmy “Dead Pool”, czyli parodia komiksów Marvela

Komiksy Marvela to dla wielu prawdziwa świętość. Samo kultowe wydawnictwo ma do siebie jednak ogromny dystans. Jego symbolem stał się najbardziej obciachowy w historii superbohater, czyli Dead Pool.  

Honor, ojczyzna i komiksy Marvela

 

Jako prawdziwy fan komiksów Marvela i wszystkiego co związane z tym kultowym, komiksowym uniwersum, podchodziłem bardzo sceptycznie do „Dead Poola” i roztaczającej się wokół niego komediowej otoczki. Czytając od kilku miesięcy najbardziej klasyczne pozycje Marvela, kupowane w niezastąpionym sklepie z komiksami ATOM ( Ich stronę znajdziecie pod poniższym adresem: https://www.atomcomics.pl/kategoria/marvel-now-po-polsku), mój sceptycyzm tylko wzrastał i wzrastał.

 

Choć jak wszystkim wiadomo, Marvel nigdy nie stroni od humoru i puszczania oka w stronę czytelnika / widza to film oparty tylko i wyłącznie na takich chwytach, wydawał mi się już przesadą, której we współczesnym kinie jest niestety zbyt dużo. Oprócz tego fanem samego komiksu z tej serii nigdy nie byłem, ale skuszony pozytywnymi opiniami postanowiłem nareszcie zapoznać się z filmami firmowanymi charakterystyczną postacią w czerwonym kostiumie. 

 

W czerwonych rajtuzach

 

I nie zawiodłem się. Powodów jest przynajmniej kilka.

W przypadku „Dead Poola” nie ma żadnego sensu pisać o fabule, która jest jedynie tłem dla kolejnych gagów, będących właściwie główną częścią filmu. Tłem szczególnym, bo stanowiącym zlepek różnych fabularnych klisz znanych z innych filmów oraz komiksów Marvela. Jest to jednak celowe działanie scenarzystów, którzy bez krępacji wyśmiewają fabularne schematy.

 

Filmy (zarówno jak i komiksy) opierają się na parodii świata superbohaterów i wszystkiego co z nim związane. Choć pozornie akcja „Dead Poola” rozgrywa się w tym samym uniwersum, co i inne produkcje Marvela, to zostaje ono całkowicie postawione na głowie.

 

Jak i w przypadku innych marvelowskich filmów  w „Dead Poolu” pojawia się drużyna bohaterów połączonych wspólnym celem i kiedy już spodziewamy się klasycznego, fabularnego schematu scenarzyści postanawiają uśmiercić w przeciągu kilku minut niemalże wszystkich bohaterów w groteskowy, absurdalny sposób (takie są zresztą niemal wszystkie śmierci w „Dead Poolu”2), parodiując w ten sposób klasyczną „nieśmiertelność” bohaterów w tego typu filmach.

 

Z kolei jedyna ocalała „bohaterka” posiada specyficzną supermoc. Jest nią mianowicie „fart”, dzięki któremu wychodzi cało z groźnych sytuacji. To ewidentne „puszczenie oka” w stronę widzów przyzwyczajonych do „niezwykłych” zbiegów okoliczności w filmach. Od takiego “puszczania oka” roi się w obu filmach z serii “Dead Pool”. 

Zdrowy dystans

 

Niemożliwe jest oglądanie „Dead Poola” na serio, ponieważ wszystko w tych filmach opiera się na zgrywie, począwszy od postaci głównego bohatera, a kończąc na samej muzyce, która podkreśla tylko parodyjny charakter filmu.

 

To najbardziej „przegięta” produkcja Marvela, stanowiąca prawdziwy ewenement w historii legendarnego wydawnictwa. Jej największym plusem jest to, że stanowi doskonałą odtrutkę na patos innych filmów, który – choć i tak nieporównywalnie mniejszy, niż ten znany z DC – czasem potrafi być naprawdę męczący. Z pewnością taki zdrowy dystans przyda się samym twórcom Marvela, jak i jego fanom.